Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty

Na powitanie wiosny - Tarta porowa z zielonym groszkiem ...

... to przepis z marcowego Zwierciadła po moich małych przeróbkach -
zrezygnowałam z kwaśnej śmietany na rzecz słodkiej, a połowę pora zastąpiłam koprem włoskim.
Wyszła równie smaczna co ładna. I bardzo wiosenna.

Na doskonałym kruchym cieście.

100 g masła
200 g mąki
jajko
łyżka gęstej, kwaśnej śmietany
płaska łyżeczka soli
płaska łyżeczka suszonego tymianku


Składniki na ciasto szybko zagnieść, uformować kulę i odłożyć do lodówki na godzinkę.
Rozwałkować, wyłożyć formę do tarty  (u mnie 26 cm śr.) przykryć papierem i obciążyć kamyczkami do pieczenia. Wstępnie zapiec przez 15 min w temp 175 st C



Kuchenna Wyspa Smaków


Nadzienie

trzy jajka
250 ml śmietanki 30/36%
dwa pory - tylko białe i jasnozielone cześci
bulwa kopru włoskiego
60 g zielonego, mrożonego groszku
garść dymki lub szczypiorku
sól, pieprz, odrobina gałki muszkatołowej do smaku


Jajka ze śmietana zmiksować na puszystą masę, dodać przyprawy i szczypiorek.
Pora i fenkuł pokroić w 2-cm plasterki i rozłożyć na podpieczonym spodzie.
Rozsypać groszek. Całość zalać mieszaniną i zapiekać jeszcze 20-30 min, aż się zezłoci.





Tyle dla pokrzepienia ciała.

Teraz dla ducha.












Drożdżowy warkocz z wytrawnym nadzieniem.


Choć bardzo lubię piec to trudno w naszym domu trafić na słodkie wypieki lub desery. Jedyny tort jaki popełniłam w życiu to beza Pavlova.
Ale to była szczególna okazja :)
Mocno podduszana zrobię czasem jakąś rustykalną tartę z owocami lub crumble. Zwykle i tak nie do końca jest słodko. Ser pleśniowy, oliwki, słona beza lub słona bita śmietana, trochę czerwonego pieprzu lub gałka lądują w cieście. Dla równowagi.
Gruby nazywa to "podsikiwaniem"

Za to ciasta wytrawne uwielbiam i piekę z ogromną przyjemnością.
Często łapie sie na tym, że czytając jakis przepis na ciasto automatycznie zmieniam składniki i moja wyobraźnia już piecze keks z oliwkami, boczkiem i prażoną cebulką. 
Tak właśnie powstał jeden z moich ulubionych przepisów.
Pierwowzorem była strucla wielkanocna z potrójnym nadzieniem  serowo-makowo-orzechowym. Nigdy jej nie upiekłam wiec nie wiem czy jest dobra.
Za to swoja wersję pokochałam od pierwszego kęsa. Jest pyszna i zawsze się udaje.

Podaję ją zwykle jako dodatek do czerwonego barszczu lub czystego bulionu zaprawionego żółtkiem lub słodką śmietanką.






Drożdżowy warkocz z wytrawnym nadzieniem

Składniki na ciasto:

750 g mąki pszennej typ 500
4 jajka
250 ml mleka
150 g miękkiego masła
1 łyżeczka soli
12 g lub 24 g drożdży świeżych
1 łyżeczka cukru

Z podanych składników zarabiamy ciasto.
Drożdże rozcieramy z cukrem i  4 łyżkami ciepłego mleka, pozostawiamy do wyrośnięcia.
Mąkę przesiewamy, dodajemy rozczyn, resztę mleka, sól i roztrzepane jajka. Wyrabiamy do czasu aż przestanie się kleić do miski lub reki. Pozostawiamy w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Powinno podwoić swoją objętość.

W międzyczasie przygotowujemy farsze.

Farsz pierwszy - cebulowy

2 cebule
50 ml słodkiej śmietany 30 -36%
sól, pieprz, gałka muszkatołowa

Cebule kroimy w piórka, podsmażamy na maśle. Podlewamy śmietaną, krótko dusimy i odparowujemy nadmiar płynu. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatołową. 

Farsz drugi - tapenada

150 g czarnych oliwek bez pestek
3-4 ząbki czosnku
4 fileciki anchois
2 łyżki kaparów marynowanych
30 g migdałów w płatkach
50 ml oliwy extra virgin
sól, pieprz

Oliwki, czosnek, kapary, anchois i oliwę miksujemy na pastę o lekko ziarnistej strukturze, dodajemy pokruszone w dłoni  migdały. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. 

Farsz trzeci - serowy

80 g sera pleśniowego typu brie lub camembert
80 g sera z niebieską pleśnią
80 g sera mozzarella

Sery kroimy na cienkie plasterki lub drobno kruszymy.

Wyrośnięte ciasto ponownie przerabiamy. Dzielimy na trzy równe części i wałkujemy na prostokąty
Na każdym blacie rozkładamy inny farsz. Cebulowy i oliwkowy rozsmarowujemy łopatką, sery kroimy na cienkie plasterki i rozkładamy na cieście. Zwijamy rolady. Układamy obok siebie na papierze do pieczenia i zaplatamy warkocz jak na chałkę. Końce zlepiamy ze sobą i podwijamy pod spód. Wraz z papierem przenosimy na blachę do pieczenia lub umieszczamy w podłużnej formie. Odstawiamy w ciepłe miejsce do ponownego wyrośnięcia na ok 40 min. Posmarowane mlekiem i posypane płatkami migdałów pieczemy na środkowej półce piekarnika 45-50 min w temperaturze 180 st.

Smacznego!
i
zapraszam na wielkanocny konkurs z nagrodami






Mazurek kajmakowy


 Klasyczny mazurek wielkanocny.
Mało pracochłonny pod warunkiem, że nie mamy w planie
bardzo wyszukanej dekoracji. 
Możemy po prostu rozsypać bakalie
w "artystycznym nieładzie" lub starannie ułożyć plasterki kandyzowanej pomarańczy
na ciepły kajmak i gotowe. 
I tak w mazurku najważniejsze jest ciasto. Musi być kruchutkie i maślane.
I to jest przepis na takie właśnie ciasto.








Składniki:

500 g mąki pszennej, najlepiej krupczatki
50 g cukru pudru - można dać więcej, nawet do 100 g
250 g masła
4 żółtka
3 łyżki gęstej śmietany 

Ilość ciasta wystarcza na 2 blachy wielkości 25 na 34 cm

Mąkę przesiać, dodać masło, żółtka, cukier, śmietanę, posiekać nożem i szybko zagnieść,
Odłożyć na 1-2 godziny do lodówki. Następnie rozwałkować najlepiej na papierze do pieczenia na placek grubości 0,5-0,7 mm
Przyciąć równe blaty i wykończyć brzegi skręconym wałeczkiem ciasta co skutecznie zabezpieczy naszą polewę przed wycieknięciem. Z papierem przełożyć na blachę i piec na jasnozłoty kolor w piekarniku nagrzanym do 200 st przez 20 min.

Kajmak przygotowujemy z 2 puszek mleka skondensowanego słodzonego.
Zamknięte puszki, całkowicie zanurzone w wodzie gotujemy min 2 godziny.
Przestudzony kajmak wylewamy na ciasto i dekorujemy bakaliami.
Najlepsza będzie mieszanka ulubionych orzechów z suszonymi i kandyzowanymi owocami.



Ab ovo


Co było pierwsze? Jajko czy kura? Nadal nie wiemy. Ale jedno jest pewne.
Jajko jest symbolem budzącego się życia i radością wielkanocnego stołu. 
I to od niego zaczynamy. Oczywiście na początek te święcone. Zgodnie z tradycją.








Potem już hulaj dusza, piekła nie ma.
 Kolorowe, smakowite, z różnymi dodatkami i pastami.
Co kto lubi i co kto ma.
Otwieramy lodówkę i puszczamy wodze świątecznej fantazji.
Odrobina cierpliwości, a spod naszych rąk wyjdą maleńkie dziełka sztuki będące prawdziwą ozdobą wielkanocnego stołu.

 Najlepsze dodatki do gotowanych jaj to wędzone ryby, dojrzewające wędliny, sery pleśniowe, topione i żółte, kolorowe oliwki, kapary i świeże warzywa.
Funkcję spoiwa miedzy jajkiem a dodatkiem doskonale spełniają wszelkiego rodzaju pasty na bazie serów, ryb i jajek, rozmaite pesto, majonez i ketchup.
Świeże zioła to wykańczający akcent dekoracyjny.






Poniżej kilka moich ulubionych kombinacji faszerowanych jajek wielkanocnych


Z pastą twarogowo-tuńczykową i koperkiem
(na zdjęciu)

Z wędzonym pstrągiem i marynowanym grzybkiem na majonezie

Z tuńczykiem na czerwonym pesto z suszonych pomidorów i rukolą

Z kawiorem i cytryną

Z wędzonym łososiem na twarożku z zielonym marynowanym pieprzem i koperkiem

Z kremem z niebieskiego sera, pomidorkiem koktailowym i bazylią

Z krewetkami na serku topionym z czosnkiem

Z szynką dojrzewającą  na zielonym pesto i czarna oliwką

Z pastą z wędzonej makreli i szczypiorkiem

Z tartym żółtym serem z czosnkiem i koperkiem

Z anchois z kaparkami na paście jajecznej



Smacznego i wesołego jajka   




Wielkanocna zupa chrzanowa



Cudowna kremowa zupa pachnąca gałką muszkatołową i majerankiem. 
Podkręcona świeżym, ostrym chrzanem. Smaczna i orzeźwiająca. 
Prosta, a zarazem wykwintna.  Nie powinno jej zabraknąć na naszym wielkanocnym stole.

Jak większość  kremowych zup robi się ją szybko, łatwo i przyjemnie. 

Wystarczy obrać warzywa, pokroić w kostkę i dusić na maśle ok 10 min. Następnie podlać bulionem. Wszystko razem gotować kolejne 10 min. Dodać do zupy chrzan i śmietanę. Przyprawić do smaku solą i białym pieprzem. Zdjąć z ognia i zmiksować na gładki krem. Przecedzić. Podawać ze skwarkami z  chrupiącego, podsmażonego bekonu czy wędzonego boczku, posypaną szczypiorkiem.
W wersji vege, z podprażoną cebulką i jajkiem w koszulce, posypaną zieleniną,
lub bardziej szaloną - z bratkami.

Smacznego







Potrzebne skladniki:

1 do 1 1/2 l bulionu z kurczaka lub warzyw
1 szklanki śmietanki kremówki
2 łyżki. masła
3 ząbki czosnku, obrane i zgniecione
1 mała cebula, drobno posiekana
1 por tylko biała i jasnozielona część pokrojona w plasterki
2 średnie ziemniaki obrane i pokrojone w kostkę
1/2  korzenia selera, drobno posiekanego
2 - 3 łyżki. drobno startego świeżego chrzanu
1  łyżeczka. majeranku
świeżo starta gałka muszkatołowa do smaku
sól i świeżo zmielony biały pieprz do smaku
2 łyżki. drobno posiekanego szczypiorku lub innej zieleniny
Bekon lub boczek na skwarki,
 jajka w koszulkach.



Adaptacja przepisu na Thermomix





Cebulę, czosnek i por umieścić w naczyniu miksującym - mix 5 s / obr 5
zgarnąć ze ścianek naczynia, dodać masło - czas 7 min / varoma / obr łyżka
Założyć motylek, wlać bulion lub 1 litr wody z łyżką pasty przyprawowej TMX
oraz pozostałe warzywa - czas 8 min / varoma / obr 2
Przygotować jajka. Wbić do silikonowych foremek na mufinki,
umieścić na varomie, przykryć i ustawić na naczyniu - czas 12 min / obr 2
Zdjąć ugotowane jajka, odstawić.
Dodać śmietanę, chrzan i przyprawy - czas 3 min / varoma / obr 1
Zdjąć motylek, założyć miarkę - mix 15 s / obr 7
Zgarnąć ze ścianek naczynia, powtórzyć - mix 15 s / obr 7





Wielkanocna zupa cytrynowa


Zaraz po żurku i chrzanowej moja ulubiona zupa wielkanocna.
Orzeźwiająca, o subtelnym świeżym zapachu skórki cytrynowej.






Przygotowuje się ją błyskawicznie.

Proporcje dla czterech osób: 

Z jednej cytryny ścieramy skórkę i wyciskamy sok. Zagotowujemy litr bulionu.
W 100 ml śmietanki kremówki mieszamy energicznie trzepaczką z czterema żółtkami do połączenia składników. Wlewamy do bulionu i dodajemy skórkę. Podgrzewamy chwilę. Nie możemy zupy zagotować bo zważy nam się żółtko. Wlewamy sok z cytryny, doprawiamy do smaku solą, cukrem i białym pieprzem. Przecedzamy.
Podajemy w miseczkach z ćwiartkami ugotowanego na twardo jajka lub grzankami.
Dekorujemy plasterkiem cytryny i zieleniną.
Najlepsza będzie kolendra ale można ja zastąpić natką  pietruszki lub szczypiorkiem.




Wesołych Świąt



Vichyssoise


Cudowna vichyssoise. Tak samo prosta jak doskonała.
Wymyślił ją francuski szef kuchni w amerykańskim hotelu i dlatego wojna o jej pochodzenie wciąż trwa. Jak o makaron. Za to zupa broni się sama na całym świecie i nie znam nikogo, kto po jej zjedzeniu nie poprosił o przepis.


Może być wykwintną zupą kremem w pucharku z bitą śmietaną i kawiorem z jesiotra, podaną na tarasie zamku nad Loarą. Innym razem w przydrożnej, włoskiej knajpce zapiekaną pod serem  polewką  w kamionce z pajdą wiejskiego chleba, ale najczęściej bywa pysznym śmietankowym chłodnikiem z ziołami na letni lunch w Madrycie lub Nowym Yorku.
U nas często zupą wielkanocną







Tatar z łososia


To pyszna przystawka dla amatorów surowej ryby. 
Można go także zrobić z łososia wędzonego (tylko po co?) 
lub z marynowanego. Ten ostatni jest doskonałą alternatywą zwłaszcza dla tych, 
którzy mają opory przed zjedzeniem mięsa surowej ryby.







Łosoś na tatara musi być mega świeży. Koniecznie siekany lub skrobany nożem. 
Ryby do spożycia na surowo nie mielimy! Na skutek zetknięcia z nożem i sitkiem naszych maszynek zmienia smak i zapach i nie nadaje się do jedzenia.

Najprościej podać go przyprawionego tylko grubą morska solą, białym pieprzem, skropionego oliwą z oliwek i sokiem z cytryny.
Można także przyprawić go tak jak tatara wołowego. Będzie równie smaczny, tylko wymieszany z dodatkami straci swój piękny kolor przejmując szarość musztardy.
Dlatego do swojego tatara sosy podaję oddzielnie. 
Pierwszy to słony, wyrazisty, pełen smaku umami - sos anchois.
Robię  go z dwóch surowych żółtek, utartych z czterema łyżkami oliwy i dwoma filecikami anchois.  
Drugi, to klasyczny sos do łososia gravlax - koperkowo-musztardowy, dla odmiany słodko kwaśny, przygotowuje go według tego przepisu  
Łososia doprawiam odrobiną morskiej soli i  łyżką oliwy z oliwek dosmaczając jedynie delikatnie mięso. 
Tatara podaję uformowanego w kulki (z pomocą niezastąpionej łyżką do lodów), na dużym półmisku w wianuszkach z posiekanej szalotki i marynowanych grzybków. Całość posypuję kuleczkami zielonego i czerwonego, marynowanego pieprzu. 
Dekoruje koperkiem. Na środku półmiska stawiam sosjerki z sosami. 
Wygląda apetycznie i bardzo świątecznie.
Można też podać go na maleńkich kanapeczkach z ulubionego pieczywa z dodatkiem sosu śmietanowo-chrzanowego.






Smacznego!


Wariacje na temat - vichyssoise


Uwielbiam takie potrawy, na których można "pomajstrować"
Stała, dobra baza, kochająca zmieniające się dodatki. Takie stare na nowe.
A to właśnie jest doskonała materia na nasze przeróbki. Cudowna vichyssoise.
Zupa orkiestra. Zagra do wszystkiego.
Na co dzień i od święta.






Dzisiaj kolejna metamorfoza tej pysznej zupy. Tym razem w kierunku - zupa rybna.
 Najszybsza i najprostsza jaka znam. Taki chowder dla zapracowanych.
Jednocześnie bardzo smaczna i kremowa, jak wszystkie zupy na tej bazie!
W dodatku o delikatnym aromacie wędzonej ryby.

Potrzebne nam będą:

300 g wędzonego dorsza
pół pęczka świeżego koperku lub szczypiorku

i

Zupa baza:

2 łyżki, najlepiej sklarowanego masła
4 średnie ziemniaki
4 średnie pory
4 łodygi selera naciowego
1 cebula
2 litry bulionu warzywnego
250 ml śmietanki kremówki 30/36%
sól, pieprz


 Na maśle podduszam pokrojonego  w plastry pora i selera naciowego i cebulkę.
Dodaję ziemniaki pokrojone w kostkę i zalewam bulionem. Gotuje do miękkości.
Całość miksuję na gładki krem. Dodaję śmietanę. Przecedzam przez sito celem pozbycia się włóknistych części pora lub selera. Ponownie wstawiam na gaz. Wrzucam wędzoną rybę. Chwilę podgrzewam nie doprowadzając do wrzenia.
Doprawiam solą i białym pieprzem.

Zupę posypana koperkiem podaję z bagietką.

Jeszcze zupa nie zniknęła z talerza,  a już mi po głowie chodziła kolejna metamorfoza.
A jak by tak łosoś zamiast dorsza, kilka krewetek, chrupkie migdały, francuski paluch.....
i Gosia z Wiesiem?   


Szynka po góralsku w piwie i miodzie


Na początek w domowej masarni szynka po góralsku. 
Doskonały przepis dla początkujących masarzy. Jest prosty i nie wymaga wędzenia.
A co najważniejsze, zawsze się udaje.
Przygotowywana  odwrotnie niż tradycyjna szynka.. 
Najpierw się ja parzy a potem pekluje.
Jak dostałam ten przepis to musiałam się upewnić czy na pewno jest to 
właściwa kolejność.
Ale efekt znakomity. Szyneczka jest wyjątkowo aromatyczna i bardzo soczysta

Przygotowania należy rozpocząć na tydzień przed podaniem.














Surowy, dwukilogramowy kawałek szynki z tłuszczem i ze skórą 
nacinam od strony skóry w kratkę lub romby,
sznuruję lub zakładam siatkę masarską i układam w garnku.
Wlewam 0,5 l jasnego piwa i tyle wody żeby płyn przykrył mięso.
Podgrzewam do czasu aż zniknie piana.
Dodaję pół szklanki miodu, pół główki pokrojonego czosnku, 
kilka liści laurowych i kilkanaście ziaren ziela angielskiego i czarnego pieprzu.
Parzę pod przykryciem 1.5 godziny w temp. 80-85 st.
Pozostawiam w garnku do całkowitego wystudzenia.
Wyjmuję szynkę. Marynatę odcedzam przez gazę lub bardzo gęste sito.
Dosypuję soli peklowej w ilości zalecanej przez producenta na 2 kg mięsa,
lub jak nasze babki robię "próbę jajka"
Do marynaty wkładam umyte, surowe jajko w skorupce. 
Ciągle mieszając, dosypuję powoli soli peklującej, aż jajko wypłynie na powierzchnię. 
Teraz mam pewność, że stężenie soli jest właściwe. Do roztworu wkładam szynkę. 
Powinna być zakryta. Jeśli trzeba uzupełniam płyn tą samą metodą.
Odstawiam w chłodne miejsce (temp poniżej 8 st) na tydzień.







I własna szyneczka świąteczna jest gotowa  





Biała kiełbasa domowej roboty


Wszystko czego potrzebujemy do zrobienia  pysznej i zdrowej  kiełbasy w domu,
 to maszynka do mielenia mięsa z zestawem sit i nadziewarką, trochę czasu 
i składniki według poniższej listy.

1 kg. szynki wieprzowej
1,5 kg. karczku wieprzowego
1,5 kg łopatki wieprzowej
0,5 kg wołowiny karkowej lub pręgi
0,5 kg. brzucha wieprzowego

Dodatki smakowe (z wyjątkiem soli!) można stosować według uznania

100-110 g soli kuchennej np.kłodawskiej
3-5 łyżek pieprzu mielonego
5-10 łyżek majeranku
1 główka czosnku
ok 0,5 l wody
oraz
Jelita wieprzowe do kiełbas, 
które można kupić w sklepach masarskich lub na aukcjach internetowych.









Mięso kroimy na kawałki 5-6 cm. Oddzielnie każdy rodzaj. 
To konieczne ponieważ będziemy je mielić na sitach różnej grubości. 
Zapewni to naszej kiełbasie zwartość.

Szynkę mielimy na najgrubszym sicie jakie mamy najlepiej 13 mm
Karczek i łopatkę na trochę mniejszym, może być 10 mm lub 8 mm
Brzuszek na standardowym sicie 5 mm
Wołowinę na najcieńszym 2-3 mm. Jeśli nie mamy takiego sita mielimy dwukrotnie.

Zanim połączymy mięso ze sobą musimy je rozluźnić i rozkleić.
W tym celu do wołowiny wlewamy 250 ml zimnej wody
i mieszamy aż do otrzymania jednolitej, klejącej się masy.
 Na koniec dodajemy całą sól i wszystkie przyprawy.
Ponownie dokładnie wyrabiamy masę.
Następnie wieprzowinę  łączymy ze sobą z dodatkiem 270 ml. zimnej wody i mieszamy.
 Dopiero teraz dodajemy wołowinę z przyprawami i wodą. 
I znów mieszamy, mieszamy, mieszamy.
Przed nadziewaniem jelita bardzo dokładnie płuczemy wodą, aby pozbyć się nadmiaru soli. 
Następnie pokrojone na odcinki 3-4 metrowe nasuwamy na końcówkę nadziewarki. 
Teraz najlepsza zabawa.
Wyrobioną masą napełniamy ściśle jelita  i pozostawiamy w długich zwojach, 
 lub skręcając kilkakrotnie (za każdym razem w odwrotną stronę!) 
formujemy małe kiełbaski
Końce zawiązujemy sznurkiem. Powstałe bąbelki  nakłuwamy delikatnie i wypuszczamy powietrze.
Nasza własna, biała (a właściwie szara) kiełbasa gotowa! 
Będzie jej ok 5,5 kg.

Teraz można przystąpić do parzenia. 
Polega ono na tym, żeby wody nie doprowadzić do wrzenia. 
Powinna osiągnąć temperaturę nie wyższą niż 73 st. 
Wtedy wkładamy do niej surową kiełbasę.
Trzymamy do czasu osiągnięcia temperatury 68-70 st. wewnątrz kiełbasy.
Czas jest uzależniony od wielkości parzonej porcji. 
Przy 2 kilogramach zajmuje to ok 25-30 min. 

Na koniec ważna sugestia.
Mrozimy zawsze surową kiełbasę. nigdy parzonej!
Po wyjęciu z zamrażarki postępujemy z nią tak samo jak ze świeżą. 
Nie rozmrażając wrzucamy do gorącej wody i parzymy. 
Tylko pieć minut dłużej. Będzie tak samo pyszna,  jeśli nie lepsza.





Śledź z miodem, rodzynkami i suszonymi prawdziwkami


Kolejna, jedna z wielu odsłon tradycyjnego, polskiego śledzia.
I jak każda potrawa wigilijna i do tego z nutą umami - moja ulubiona!
Na słodko. Z miodem i rodzynkami.






Biorę:

500 g filetów solonego matiasa, 
500 ml mleka, 
200 g ugotowanych suszonych borowików, 
100 ml oleju rzepakowego,
4 duże cebule pokrojone w piórka
2 łyżka miodu 
pół szklanki namoczonych rodzynek
sok z cytryny, grubo mielony czarny pieprz, liść laurowy, ziele angielskie, 


Umyte filety z matjasa zalewam mlekiem, odstawiam na dwie godziny, 
Następnie płuczę w zimnej wodzie, Osuszam i kroję na kawałeczki.
Cebulę podsmażam na oleju, dodaję ugotowane, pokrojone w paseczki, suszone grzyby, 
miód, sok z cytryny, rodzynki, liść laurowy i ziele angielskie. 
Kosztuję. Doprawiam do smaku. 
Śledzia układam na półmisku i przykrywam pierzynka z borowików. Polewam odrobiną oleju. 

Łosoś zapiekany w cieście francuskim


A w naszym domu sezon na łososia wciąż trwa. Chętnie go jadamy,  a jego dostępność w tym okresie sprawia, że jest u nas częstym gościem. Dzisiaj w wersji fast food, tyle że zdrowo domowo.
Szybkie, proste, prawie bezobsługowe (pod warunkiem, że ciasta francuskiego nie robimy sami!) danie na na świąteczny obiad. Jak również ciekawa alternatywa dla wigilijnej ryby.
Potem długi jesienny spacer. Ja i Mr. Floyd. Gruby niestety lubi trawić siedząc.

Surowy, posolony i posypany białym pieprzem filet z łososia zawijam w zblanszowane liście szpinaku lub kapusty włoskiej, układam na płacie francuskiego ciasta i zaklejam. Smaruję rozmąconym jajkiem, posypuję ziarnem czarnego sezamu i do piekarnika. Na 30-40 minut w temp. 180 st.
Podaję ze szpinakiem z sadzonym jajkiem (to dzisiejsza wersja),  lub włoską kapustą w lekkim sosie śmietanowym. Doskonałym dodatkiem do niego jest również  kogel mogel z chrzanem.








Na szczęście nie zdołaliśmy go zjeść w całości. Jutro będzie  "przeróbka" na  kotleciki rybne.






Łosoś marynowany w imbirze, sosie sojowym i oliwie


Sezon na łososia w pełni. 
Tę przepiękną rybkę przytargał Gruby z ostatniego "polowania"
To już druga w tym tygodniu.







W sytuacji tzw zwiększonej podaży chętnie sięgam po sposoby mające na celu przedłużenie okresu przydatności produktów do spożycia czyli wędzenie, solenie lub marynowanie. Poprzedniego łososia przerobiłam na  Gravlaxa. Tego postanowiłam zamarynować w zalewie z sosu sojowego, oliwy z oliwek i octu balsamicznego modyfikując nieco (nie bez strachu!) stary "sposób na rybkę" babci Józefiny, która w tym celu używała czosnku, maggi, oleju rzepakowego i octu jabłkowego.
To prosty, nie wymagający wiele pracy ani składników przepis, za to końcowy efekt jest zaskakujący. Po dwóch dniach oczekiwania otrzymujemy rybę o orzechowym, oryginalnym, nieco orientalnym i wyraźnie wyczuwalnym smaku umami. Doskonałą na przystawkę, do kanapek i sałatek lub sushi. Może być także daniem wigilijnym lub wielkanocnym.
Marynowanie jest dwufazowe. W pierwszym etapie oczyszczony filet bez skóry, pozbawiony grubych ości, natarty zmiażdżonym, świeżym imbirem, niezbyt ciasno zwinięty, umieszczam w słoiku i zalewam sosem sojowym z dodatkiem 1 łyżki octu balsamicznego. Rybą musimy w słoiku "zakrecić" aby zalewa dokładnie otoczyła i przykryła mięso. Najlepsza do tego celu jest mieszanka sosu sojowego jasnego i ciemnego (to ten ostatni nadaje rybie orzechowy smak!) w proporcjach 2 do 1.
Mój filet ważył kilogram i zmieścił się w litrowym słoiku. Sosu sojowego wlałam 100-150 ml. Oliwy podobnie.







Tak przygotowany słoik odstawiam na 12 godzin do lodówki  Po tym czasie wyjmuję filet z marynaty, osuszam, myję słoik i ponownie umieszczam tam rybę. Tym razem zalewam ją oliwą z oliwek w taki sam sposób jak sosem. Wkładam do lodówki, tym razem na 24 godziny. Wyjmuję i ponownie osuszam. Gotowe. Oliwę zachowuję. Można ją wykorzystać do sałatki, którą zrobię z części łososia. Tak zamarynowaną rybę przechowywaną w lodówce można podjadać przez 7 do 10 dni. Zapakowaną próżniowo przechowywać do miesiąca a mrożoną znacznie dłużej.







Pycha!



Gravlax - łosoś marynowany



Gravlax lub Gravad lax w wolnym tłumaczeniu znaczy „zagrzebany łosoś”. To tak naprawdę stara technika konserwowania ryb w okresie ich obfitości na łowiskach, celem przedłużenia tzw przydatności do spożycia. Konserwacja w soli i cukrze nie pozwala bowiem na rozwój bakterii, przy okazji nadając mięsu wyborny smak umami i doskonałą konsystencje, nie ustepując w tym popularnej u nas rybie wędzonej. Przepis rodem ze Skandynawii, w roli głównej oczywiście łosoś.

Przyrządzenie jest proste. Łososia filetujemy, pozbawiamy grubych ości i pozostawiamy skórę. Suche składniki marynaty mieszamy ze sobą. Na folii układamy pierwszy płat ryby, wysypując nań marynatą i przykrywamy drugim płatem. Szczelnie i ciasno zawijamy rybę folią, układamy w płaskim naczyniu, przykrywamy również czymś płaskim  i obciążamy np. konserwami (ja stawiam moździerz). Wkładamy do lodówki na minimum dwie doby, lecz nie dłużej niż na trzy, odwracając pakunek co 12 godz. pamiętając o tym, że im dłuższy czas marynowania tym ryba bardziej słona. Wyjętą rybę oczyszczamy z pozostałości marynaty, osuszamy i możemy zabierać się do jedzenia. Klasycznie podawana jest na zimno, pokrojona w ukośne, cieniutkie plasterki z sosem musztardowo-koperkowym  i białym  pieczywem, lub grzankami. Dobrze „chodzi” także z sałatką ziemniaczaną. Jest doskonałą i wykwintną przekąską o oryginalnym smaku i aromacie. Mimo, że tak odległa od naszej kulinarnej tradycji, odkąd nauczyłam sie go robić sama, zagościł na naszym stole  jako danie wigilijne.
Tak przygotowana rybę można również zapakować próżniowo i przechowywać do miesiąca w lodówce.






Potrzebne składniki:  

  • 2 płaty świeżego łososia, (ok 2kg) 
  • pęczek koperku a nawet dwa! 
  • 150 g grubej soli (najlepsza morska) 
  • 150 g cukru
  • 6 łyżeczek świeżo młotkowanego, białego pieprzu 






Smacznego :)




Borówka z gruszką

Kupiłam dziś borówkę na targu. W okolicznych lasach nie występuje, albo występuje nie tam gdzie jej szukam. Mimo trudnych i zakończonych fiaskiem negocjacji weszłam w posiadanie czterech litrów (?) brusznicy. Płaczliwe "o la boga" miłej starszej pani zmusiło mnie do pochylenia się nad ciężkim losem zbieraczki i jej nie do końca udanej ślubnej połowy, a w rezultacie do rezygnacji z najprzyjemniejszej fazy zakupów - targów. W zamian za to zyskałam obietnicę dostawy jeżyn w tak samo promocyjnych cenach, czyli  "prawie za darmo". 
Ale nie ma się co rozpamiętywać nieudanych negocjacji. Biorę się do roboty.
Święta kochają borówki. Ja też.

Krótko myję pod bieżącą wodą, wybieram niedojrzałe i zepsute, wrzucam do garnka, zasypuje cukrem. Same w sobie borówki są lekko cierpkie i gorzkawe. Zwykle dodaje się do nich inny owoc dla zrównoważenia smaku. Robiłam eksperymenty z jabłkami i brzoskwiniami i muszę przyznać, że staropolska gruszka jest najlepsza. Tak więc obieram gruszki. Dziś użyję konferencji bo tylko takie udało mi się kupić. Kroję w drobną kostkę, zasypuje cukrem i w oddzielnym garnuszku duszę do miękkości  tak, żeby zostały kawałki owoców. Smażenie w jednym garnku jest możliwe tylko pod warunkiem, że wiemy ile czasu potrzebują gruszki żeby zmięknąć. Oczywiście kosztuję. Ufam swojemu smakowi i upodobaniom. Dosładzam lub dosalam a jak trzeba dokwaszam.  Na koniec je łączę i gorące układam w małych słoiczkach, odwracam do góry dnem i zostawiam do rana. Można dodać przyprawy np goździki, anyż lub cynamon. Ja lubię baz dodatkowych aromatów. Święta i tak pachną cynamonem.
Za pół godziny będą gotowe.






Proporcje jakie zastosowałam:


4 litry borówek: 
2 kg gruszek 
1 kg cukru 
1 łyżeczka soli 
1 cytryna (opcjonalnie) 



Naleśniki Souzette


To chyba najsłynniejsze naleśniki na świecie. Wpisane w kanon sztuki kulinarnej
mają rzeszę miłośników, a w ścisłej czołówce Fun Club Suzette jest Białaczek.






Zapytana o to co by zjadła, odpowiada niezmiennie. Naleśniki. Odkąd pojawiła się w naszym życiu, statystycznie pod względem obecności w domowym menu, w dziale Desery, wysunęły się na prowadzenie. Czekam aż się stęskni i zacznie domagać pomarańczowego przysmaku. Smażę ich wtedy mnóstwo, tzn z podwójnej ilości składników a i tak wystarcza tylko dla czterech łakomczuchów.

Ciasto na naleśniki jest bardzo proste.

250 g mąki pszennej 
2 szklanki mleka - dolewam na raty kontrolując konsystencję. 
2 jajka 
!/2 łyżeczki soli 
1/4 kostki roztopionego masła. 

Wszystko razem miksuję na gładka masę o konsystencji słodkiej śmietanki i odkładam do lodówki, żeby odpoczęło.

Przygotowuję sos.

4 pomarańcze 
4 łyżki cukru 
1/2 paczki masła ( 125 g) 
50 ml likieru pomarańczowego 

Z czterech umytych i sparzonych pomarańczy ścieram skórkę i wyciskam sok. Wygrzebuje widelcem jeszcze trochę miąższu z wyciśniętych pomarańczy (tego nie ma w oryginalnym przepisie) Moim zdaniem wzbogaca to konsystencję sosu i jego smak. Robię lekki syrop z cukru i soku, wrzucam otartą skórkę i gotuję około10 min. Następnie dodaję masło i likier. Wystarczy, żeby się zagotowały i sos gotowy.

Smażę naleśniki możliwie najcieńsze. Podaję w dwóch wersjach. domowej i dla gości.

Domowa - to ta oryginalna i moim zdaniem smaczniejsza. Polega na podgrzewaniu każdego naleśnika osobno z obu stron w niewielkiej ilości sosu wylanego na gorąca patelnię. Na jeden naleśnik przypada od 1 do 2 łyżek sosu na każdą ze stron naleśnika w zależności od wielkości patelni. Podgrzane naleśniki, składamy na cztery części i .....wydajemy jak w stołówce czekającej kolejce z talerzykami. Zjedzenie jednego naleśnika zabiera niewiele czasu odbywa się najczęściej w drodze miedzy początkiem kolejki a jej końcem. Nieasertywna gospodyni nie ma szans na ostatniego naleśnika.

Wersja dla gości i świąteczna - znacznie przyjemniejsza dla gospodyni. Trochę mniej pracy a i na naleśnika można się jeszcze załapać przy stole.

Uprzednio usmażone naleśniki smaruję ciepłym jeszcze sosem po jednej stronie, składam je dwukrotnie, układam w kształcie wachlarza na brytfannie, polewam pozostałym sosem tuz przed zapieczeniem i wkładam do piekarnika. Zapiekam 15-20 min w temp 180 stopni. Dla osiągnięcia super efektu polewam pozostałym likierem pomarańczowym wzmocnionym nieco spirytusem i podpalam. Płonące niosę na stół. Skarmelizowane otwartym ogniem maja wyjątkowy smak.


Pychaaa!



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...